Na pogrzebie mojego ojca moi bracia stali przy jego trumnie i kpili z czarnej sukienki, którą pożyczyłam. „Tata zostawił nam wszystko” – szepnął najstarszy. „Wyjdziesz stąd z niczym”.

Część 2

Grant otrząsnął się pierwszy. Jego arogancja powróciła niczym maska.

„To obrzydliwe” – warknął. „Zrobiłaś z pogrzebu taty teatr, bo jesteś zazdrosna”.

Miriam otworzyła skórzany teczkę. „Nie, Grant. Zamieniłeś jego śmierć w transakcję”.

Położyła kopie nowego testamentu na stole. Wszyscy goście patrzyli, jak detektyw Ramos prosi moich braci, żeby usiedli.

Odmówili.

Owen wskazał na mnie. „Manipulowała nim latami. Mieszkała w jego domu. Kontrolowała jego telefon”.

„Zainstalowałem czujniki upadku i przypomnienia o lekach” – powiedziałem. „Zainstalowałeś skaner dokumentów przy jego łóżku”.

Grant zaśmiał się zbyt głośno. „Umierający człowiek podpisał testament. To nie przestępstwo”.

„Zmuszanie go do czegoś jest możliwe” – powiedział Ramos. „Podobnie jak fałszowanie dokumentacji medycznej”.

Celeste zakryła usta. Jej ramiona drżały.

Grant odwrócił się do niej. „Uważaj”.

Ta groźba zniszczyła poczucie winy, które już i tak osłabło.

Celeste opuściła ręce. „Przyszli w poniedziałek wieczorem” – powiedziała. „Pan Hale był czujny. Odmówił podpisania. Owen unieruchomił mu nadgarstek, podczas gdy Grant prowadził długopis. Kiedy pan Hale zagroził, że zadzwoni do Claire, kazali mi zwiększyć dawkę morfiny”.

W kaplicy rozległo się westchnienie.

„Na początku odmówiłam” – ciągnęła. „Grant przelał pięćdziesiąt tysięcy dolarów na podupadającą klinikę mojego brata i obiecał, że zgłosi mnie za kradzież leków, jeśli się odezwę. Zmieniłam kartę. Myślałam, że dawka go uspokoi, a nie…”

„Zabiłeś go!” krzyknął Owen.

Celeste spojrzała na niego. „Wymieniłeś strzykawkę, kiedy wyszłam”.

Zapadła cisza niczym kamień.

Detektyw Shaw podszedł bliżej. „Medyk sądowy stwierdził stężenie niezgodne z dawką zapisaną w karcie. Znaleźliśmy również porzuconą strzykawkę w alejce serwisowej. Twój odcisk palca jest na nakrętce, Owen”.

Owen usiadł na ławce.

Grant stał dalej, ale pot lśnił mu nad kołnierzem. „To niczego nie dowodzi na mój temat”.

Wyciągnęłam z pożyczonej torebki cienką teczkę.