Jeremy wsunął się za nią, ciągnąc za sobą koc, na którym Sarah wyszyła jego imię.
Nic nie powiedział.
Po prostu wspiął się na górę i przycisnął policzek do mojej piersi.
Julie stała w drzwiach i patrzyła.
„Tato, kto zaplecie Joannie warkoczyki do szkoły?” zapytała.
„Nauczę się” – powiedziałem jej. „Daj mi tydzień. Na początku będę beznadziejny”.
„Mama zrobiła rybi ogon.”
„Wtedy nauczę się robić rybi ogon.”
Joyce prześlizgnęła się obok siostry i pociągnęła mnie za rękaw.
„Czy możemy zjeść płatki na śniadanie?” – zapytała Joyce. „Mama zawsze robiła naleśniki w soboty, ale ja nie chcę naleśników dzisiaj”.
„To są płatki śniadaniowe.”
Nalałem im jedzenia do czterech misek i patrzyłem, jak jedzą, nie mówiąc ani słowa.
Kuchnia, kiedyś najgłośniejsze pomieszczenie w domu, była teraz cicha jak biblioteka.
I nie miałam pojęcia, jak mam uchronić siebie i swoje dzieci przed rozpadem.
Tego popołudnia próbowałam złożyć pranie, a skończyło się na tym, że siedziałam na podłodze z jednym ze swetrów Sary przyciśniętym do twarzy.
Płakałam tak, że ledwo mogłam oddychać.
