„To skomplikowane.”
„Jestem pewien, że tak.”
„Przyglądają się kilku rzeczom. Przewlekłemu zmęczeniu. Może to choroba autoimmunologiczna. Objawy się nakładają.”
„Który lekarz się tym zajmuje?”
Jej wzrok powędrował w stronę naszej matki.
Mój głos pozostał spokojny. „Nie potrzebuję dokumentacji. Nie pytam o prywatne dane. Ale gdybym przenosiła dom z powodów medycznych, chciałabym wiedzieć, jakie udogodnienia są potrzebne. Oświetlenie? Schody? Poręcze? Filtr powietrza? To ma znaczenie”.
Kara przełknęła ślinę. „Nie czuję się komfortowo, dzieląc się tym”.
„Nazwisko jednego lekarza?”
„To jest prywatne.”
„Podstawowa opieka zdrowotna?”
Ona nie odpowiedziała.
"Specjalista?"
Znów cisza.
„Widziałeś w ciągu ostatnich sześciu lat kogoś, kto cierpi na schorzenie uniemożliwiające pracę?”
Moja matka zacisnęła szczękę. „Ethan, wystarczy”.
„Nie” – powiedziałem. „Nie jest”.
Podłączyłem telefon do telewizora.
Na ekranie pojawił się pierwszy obraz.
Kara stała uśmiechnięta na siłowni, ubrana w legginsy, z jedną stopą opartą na ławce i hantlą w dłoni. W rogu widniała data. Trzy tygodnie wcześniej.
Jej wyraz twarzy uległ zmianie.
Potem pojawiło się drugie zdjęcie: Kara śmiejąca się wśród znajomych w klubie, z uniesioną ręką, ze znacznikiem czasu 1:14
Trzecia: Kara na górskim szlaku dwa miesiące wcześniej, spalona słońcem i uśmiechnięta, ze słowami o czerpieniu siły z natury.
Po czwarte: wakacje na plaży.
Piąty: wyprawa na zakupy z sześcioma torbami wiszącymi u jej ramion.
Szósty: stanie pośrodku tłumu na koncercie.
Po siódme: zameldowanie się w spa, które opisała jako „klinikę” medyczną.
Pozwoliłem, aby każde ze zdjęć pozostało bez komentarza.
Mój ojciec pochylił się do przodu i oparł łokcie na kolanach.
Moja matka zakryła usta dłonią.
Kara podniosła się tak gwałtownie, że jej krzesło zaszurało o podłogę.
