Wyobraziłem sobie, jak wygładza włosy Grace.
Ciągle dręczyło mnie jedno pytanie. Dlaczego po prostu nie powiedziała mi, że nie może przyjąć moich dzieci? Gdyby powiedziała: „Ben, chyba nie dam rady”, zapłaciłbym za kolację, życzyłbym jej wszystkiego najlepszego i pojechał do domu. Przynajmniej to byłoby szczere.
Byłbym smutny przez tydzień. Ale byłoby dobrze.
Zamiast tego robiła notatki, a jej matka jej pomagała.
Przynajmniej byłoby to uczciwe.
I to była ta część, której nie mogłam przeboleć. Nie chodziło tylko o Claire. To była matka, która uczyła córkę, że moje dzieci są przeszkodą, którą trzeba usunąć. Dwie kobiety, które miesiącami udzielały sobie porad, jak pozbyć się Lily i Grace.
Pomyślałem, żeby obudzić Claire od razu. Potrząsnąć ją za ramię i powiedzieć: „Widziałem to! Wynoś się!”.
Długo się nad tym zastanawiałem.
Jednak cisza nie wystarczyła.
Nie dotyczyło to tylko Claire.
Gdybym po prostu odwołała ślub, moja tak zwana narzeczona zaczęłaby płakać przyjaciółkom o narzeczonym, który się waha. Isla kiwnęłaby głową, poklepałaby ją po ręce i powiedziała wszystkim, że tak naprawdę nigdy nie byłam gotowa po Rachel. Poszliby dalej i spróbowaliby tego samego z kimś innym.
Spojrzałam na Claire w ciemności. Na jej drobną, spokojną sylwetkę pod naszą kołdrą. Na kobietę, która obiecała mojej sześciolatce, że pewnego dnia będzie mogła nazywać ją „Mamą”.
Poszliby dalej.
Ale ponieważ życzyła dziewczynkom źle, zdałem sobie sprawę z jednego: nie mogłem tego ignorować.
Jej urodziny były za dwa tygodnie. Mówiła o tym od miesiąca. Claire zaprosiła 60 gości. Jej mama miała siedzieć w pierwszym rzędzie. Tort miał być wystarczająco duży, żeby nakarmić całe wesele.
W zasadzie scena. Z wypożyczonym projektorem.
Odwróciłam się na plecy, wpatrywałam się w sufit i podjęłam dwie decyzje, zanim wzeszło słońce.
Nie mogłem tego zignorować.
Nie miałem zamiaru się z nią żenić.
I nie zamierzałem jej ostrzegać.
Następnego ranka po przeczytaniu tych wiadomości, zrobiłem sobie kawę, jakby nic się nie zmieniło. Claire pocałowała mnie w kark i zapytała, czy wybrałem już garnitur na imprezę.
„Granat czy węgiel?” – zapytałem.
„Węgiel drzewny. Lepiej się nim fotografuje.”
Nie miałem zamiaru jej ostrzegać.
