„Nic mi nie jest… naprawdę.”
Wsunęłam kopertę do torebki i nie powiedziałam nic więcej.
Wieczorem, gdy wszyscy już poszli do domów, a w domu zapadła cisza, jaka zwykle panuje po pogrzebie, w końcu otworzyłem list przy kuchennym stole.
W środku znajdował się list napisany znajomym charakterem pisma Harolda i mały mosiężny kluczyk, który cicho zadźwięczał o stół, gdy przechyliłem kopertę.
Rozłożyłem list.
„Kochana” – zaczął. „Powinienem był ci to powiedzieć dawno temu, ale nigdy nie znalazłem w sobie odwagi. Sześćdziesiąt pięć lat temu wierzyłem, że pogrzebałem ten sekret na zawsze, ale on podążał za mną przez całe życie. Zasługujesz na to, żeby poznać prawdę. Ten klucz otwiera garaż 122 pod poniższym adresem. Jedź, kiedy będziesz gotowy. Wszystko jest tam.”
Przeczytałem list dwa razy.
Powiedziałem sobie, że nie jestem gotowy, ale mimo to założyłem płaszcz, zamówiłem taksówkę i pojechałem.
Garaż stał na obrzeżach miasta, otoczony długim rzędem metalowych drzwi, które wyglądały, jakby nic się nie zmieniło od lat 70. Znalazłem numer 122, włożyłem klucz i podniosłem drzwi.

