„Brett.”
„Najpierw muszę wydostać moją matkę.”
„Jestem twoją żoną.”
Jego wzrok na chwilę powędrował w stronę mojego brzucha, po czym odwrócił się w inną stronę.
"Ja wiem."
Te dwa słowa zraniły głębiej, niż zaprzeczenie.
Eleanor przeszła obok mnie w stronę ganku.
„Brett, wsiadaj do samochodu” – warknęła. „Jeśli Natalie chce tu stać i robić awantury, to niech sobie robi”.
Ścisnęło mnie w gardle.
Tessa w milczeniu podążyła za Eleanor na zewnątrz.
Pobiegłam za nimi, wciąż mając na sobie kapcie, a mój kardigan wisiał rozpięty na gorącym wietrze pełnym dymu.
Silnik SUV-a już pracował.
Eleanor wsiadła na miejsce pasażera.
Tessa wsiadła do tyłu.
Tylne siedzenie.
Miejsce, które powinno być moje.
„Brett, proszę” – powiedziałam, trzymając się otwartych drzwi kierowcy. „Jestem w szóstym miesiącu ciąży”.
Odmówił spojrzenia na mnie.
„Masz telefon. Zadzwoń do kogoś.”
„Droga się zamyka.”
„To przestań się kłócić i zadzwoń.”
Zamknął drzwi.
Uderzyłem dłonią w szybę.
Tessa spuściła wzrok na kolana.
Eleanor nadal patrzyła przez przednią szybę.
Brett opuścił okno tylko o dwa cale.
„Zawsze wszystko pogarszasz” – powiedział.
Potem odjechał.
