Po tym, jak poszedł spać, stanąłem przy oknie i patrzyłem na rozproszone światła Reno. Gdzieś daleko na południu autostrada 95 wciąż przecinała pustynię. Samochody wciąż mijały słupek milowy 134. Kamera meteorologiczna wciąż mrugała w ciemności.
Moi rodzice zostawili mnie tam, bo myśleli, że strach doprowadzi do końca dzieło, które zaczęli wiele lat wcześniej.
Mylili się.
Strach mnie nie pokonał.
Dokumentowano je.
A gdy prawda znała ich imiona, twarze, numery rejestracyjne, głosy i podpisy, nie mieli już żadnego godnego miejsca, w którym mogliby się ukryć.
Śmiali się odjeżdżając.
Nigdy więcej się z tego nie śmiali.
