Moi rodzice wyrzucili mnie i mojego sześcioletniego syna z samochodu o 2 w nocy na zamarzniętej autostradzie przez pustynię, nie mając dokąd pójść.

Po tym, jak poszedł spać, stanąłem przy oknie i patrzyłem na rozproszone światła Reno. Gdzieś daleko na południu autostrada 95 wciąż przecinała pustynię. Samochody wciąż mijały słupek milowy 134. Kamera meteorologiczna wciąż mrugała w ciemności.

Moi rodzice zostawili mnie tam, bo myśleli, że strach doprowadzi do końca dzieło, które zaczęli wiele lat wcześniej.

Mylili się.

Strach mnie nie pokonał.

Dokumentowano je.

A gdy prawda znała ich imiona, twarze, numery rejestracyjne, głosy i podpisy, nie mieli już żadnego godnego miejsca, w którym mogliby się ukryć.

Śmiali się odjeżdżając.

Nigdy więcej się z tego nie śmiali.