„Tak, kochanie. Nadal możesz jeść płatki.”
Bywały noce, kiedy mówiłem jej, że już jadłem, bo kolacja w pokoju motelowym była wystarczała na dłużej, jeśli zjadłoby ją tylko jedno z nas.
Amy nigdy nie narzekała.
Jakoś to wszystko pogorszyło.
Chciałem, żeby Amy coś ode mnie wyniosła.
Zbliżały się jej ósme urodziny, a ja nie miałem prawie nic.
Chciałem, żeby Amy coś ode mnie wyniosła.
Coś, co mogłaby rozpakować.
Popołudnie przed jej urodzinami, jechałem do jej szkoły, gdy zobaczyłem na słupie telefonicznym tabliczkę z napisem WYPRZEDAŻ GARAŻOWA.
Prawie to zignorowałem.
Amy uwielbiała „Żabiego Księcia” od przedszkola.
Potem zauważyłem składany stolik pokryty małymi porcelanowymi zwierzątkami.
Głównie żaby.
Zjechałem na pobocze.
Było ich trzydziestu trzech.
Niektórzy nosili korony. Niektórzy nieśli kwiaty. Jeden trzymał maleńki parasol. Inny był przebrany za kucharza.
Wciąż żartowała, że jeśli pocałuje wystarczająco dużo żab, w końcu jedna z nich będzie musiała zamienić się w księcia.
Amy uwielbiała „Żabiego Księcia” od przedszkola.
Wciąż żartowała, że jeśli pocałuje wystarczająco dużo żab, w końcu jedna z nich będzie musiała zamienić się w księcia.
Obok kolekcji znajdował się kartonowy szyld z napisem:
WSZYSTKIE 33 - 10$.
Sprawdziłem portfel.
Kobieta prowadząca sprzedaż wyglądała na około siedemdziesiąt lat. Srebrne włosy, ogrodnicze rękawice, łagodne oczy.
Jedenaście dolarów i kilka monet.
Powinienem był odjechać.
Zamiast tego kupiłem trzydzieści trzy porcelanowe żaby.
Kobieta prowadząca sprzedaż wyglądała na około siedemdziesiąt lat. Srebrne włosy, ogrodnicze rękawice, łagodne oczy.
„Ktoś lubi żaby” – powiedziała.
„W takim razie idą gdzieś dobrze”.
"Moja córka."
"Urodziny?"
"Jutro."
Uśmiechnęła się.
„W takim razie idą gdzieś dobrze”.
