CZĘŚĆ 2
Pierwszą rzeczą, jaką poczułem, nie był gniew.
Gniew przyszedł później.
Najpierw nadeszła jasność.
Patricia nie była po prostu despotyczna.
Była strategiczna.
Daniel nie chciał po prostu unikać konfliktu.
Był gotów trzymać mnie w ukryciu, pod warunkiem, że oszczędzi mu to dyskomfortu.
Odłożyłem wszystko dokładnie tak, jak to zastałem.
Potem zeszłam na dół i przez czterdzieści minut siedziałam obok męża, podczas gdy w telewizji leciał mecz piłki nożnej.
Przed pójściem spać pocałował mnie w czubek głowy.
Pozwoliłam mu.
Potem leżałem i nie mogłem zasnąć aż do drugiej w nocy, planując.
Następnego ranka zadzwoniłem do Helen Park, prawniczki, która wiele lat wcześniej zajmowała się sprzedażą mojego domu.
Powiedziałam Danielowi, że idę załatwić kilka spraw i zadzwoniłam z samochodu stojącego przed biblioteką.
Helen słuchała uważnie.
Czy cokolwiek zostało podpisane?
NIE.
Czy Patricia mieszkała w tym domu?
NIE.
Czy Daniel spłacał raty kredytu hipotecznego w sposób, który wpłynął na tytuł własności?
NIE.
Czy miałem kopie?
Jeszcze nie.
„Zrób to” – powiedziała Helen. „I nie alarmuj nikogo, dopóki tego nie zrobisz”.
Wyjaśniła, że na razie nie doszło do żadnego przestępstwa, ale folder wyraźnie wskazuje na zamiar popełnienia przestępstwa.
Gdyby później ktoś próbował mnie naciskać, dowód realizacji planu miałby znaczenie.
