W Nowy Rok Ethan i ja przeprowadziliśmy się do naszego nowego domu.
To nie była rezydencja.
Był to trzydziestoletni ceglany dom w stylu kolonialnym z odnowionymi podłogami, naprawionym dachem i wystarczająco dużym podwórkiem, by pomieścić huśtawkę Lily.
Poświęciliśmy miesiące na planowanie zakupu, obliczanie wysokości kredytu hipotecznego i dbanie o to, aby nasz fundusz awaryjny nie został naruszony.
Lily wybrała najmniejszą sypialnię na piętrze, ponieważ jej okno wychodziło na klon.
„To moje drzewo” – oznajmiła.
„To należy do podwórka” – powiedział Ethan.
„To jest więc drzewo w moim ogrodzie.”
„W porządku.”
Podczas gdy rozpakowywaliśmy rzeczy w kuchni, na podjazd wjechał samochód.
Mama.
Ethan spojrzał na mnie.
„Zajmę się tym.”
Wyszedłem na zewnątrz zanim zdążyła dojść do drzwi wejściowych.
Diane, jak zwykle, wyglądała perfekcyjnie.
Jej płaszcz był zapięty aż pod samą szyję.
Jej szminka wyglądała na świeżo nałożoną.
Gdyby ktoś ją tam sfotografował, nigdy by nie zgadł, że nasza rodzina się rozpada.
„Więc tak to wygląda” – powiedziała, przyglądając się domowi.
„To jest to.”
„Cztery sypialnie dla trzech osób.”
„Mamy biuro i pokój gościnny.”
Jej uśmiech nie miał w sobie ciepła.
„Musi być miło.”
Milczałem.
Spojrzała na mnie i spojrzała w stronę okien.
„Twój ojciec sprzedaje nasz dom.”
„Słyszałem.”
„On mnie obwinia.”
„Nie mam wpływu na tę decyzję”.
„Ty to spowodowałeś.”
