Śledztwo nie przyniosło żadnych rezultatów.
Nie odzyskano żadnej biżuterii, a Dylan nigdy się ze mną nie skontaktował.
Richard upierał się, że jego milczenie dowodzi jego winy.
Ale część mnie zawsze zastanawiała się, czy Dylan wierzył, że już wybrałam stronę Richarda.
CZĘŚĆ 2: CZARNA SKRZYNKA
Minęło dwadzieścia lat.
Richard zmarł po krótkiej chorobie, a w domu zapadła bolesna cisza.
Pewnego popołudnia patrzyłem przed siebie, zastanawiając się, czy Dylan się ożenił albo czy ma własne dzieci.
Aż pewnego deszczowego czwartku zadzwonił dzwonek do drzwi.
Na ganku stał wysoki mężczyzna ubrany w ciemny garnitur i trzymający duże, czarne pudełko.
Na początku go nie poznałem.
Następnie przeczesał włosy dłonią — ten sam nerwowy nawyk, który miał od dzieciństwa.
„Dylan?”
„Tak, pani Holland.”
Otworzyłem drzwi.
Przez kilka sekund żaden z nas się nie poruszył.
„Cieszę się, że żyjesz” – wyszeptałem.
„Ja też.”
Potem podał mi pudełko.
„Przyszedłem to oddać.”
Był cięższy, niż wyglądał. Wyobrażałem sobie, że w środku brakuje mi biżuterii, ale kiedy go otworzyłem, znalazłem pożółkłe teczki, zaklejone koperty i stosy dokumentów finansowych.
„Wiem, że myślisz, że cię okradłem” – powiedział Dylan.
„A ty nie?”
Jego oczy napełniły się smutkiem.
„Nigdy cię nie okradłem. Okradłem Richarda.”
Sięgnął do pudełka i wyjął tę samą metalową skrzynkę, którą kiedyś widzieliśmy w garażu.
W noc przed wyjazdem na studia Dylan obserwował, jak Richard wnosił go na górę. Później, gdy wszyscy już spali, otworzył go.
Wewnątrz znajdowały się księgi finansowe, numery kont, dokumenty firmy i koperty wypełnione gotówką.
„Słyszałem, że Richard nadchodzi” – wyjaśnił Dylan. „Wpadłem w panikę i wyciągnąłem skrytkę z szuflady. Pod nią była twoja biżuteria. Łańcuchy zaczepiły się o uchwyt i wszystko wypadło razem”.
„Dlaczego tego nie oddałeś?”
„Nie miałem czasu. Richard wszedł i zobaczył, że trzymam pudełko.”
Dylan próbował się ze mną skontaktować. Otworzył jedną kopertę i zobaczył dziesiątki listów zaadresowanych jego pismem.
„Wszystkie zostały zwrócone nieotwarte.”
„Nigdy ich nie oddałem.”
„Wiem. Richard ich przechwycił.”
Dylan wyjaśnił, że zaniósł dokumentację finansową do prawnika. Dokumenty wykazały, że Richard od lat okradał swojego pracodawcę, korzystając z usług fałszywych dostawców, fałszywych faktur i ukrytych kont.
Firma już go podejrzewała, ale brakowało jej wystarczających dowodów.
„Wróciłem trzy dni po wyjeździe” – powiedział Dylan. „Richard na mnie czekał”.
Richard zagroził, że oskarży go o kradzież biżuterii, gotówki i dokumentów. Przypomniał Dylanowi, że policja już teraz uważa go za głównego podejrzanego.
„Powiedział, że nikt nie uwierzy biednemu osiemnastolatkowi bardziej niż szanowanemu biznesmenowi”.
Potem Richard skłamał i powiedział Dylanowi, że sprzedałam dom i nie chcę mieć z nim już nic wspólnego.
„Wierzyłem mu” – przyznał Dylan.
Mimo to pisał dalej.
„W każde urodziny. W każde Boże Narodzenie. W każdy Dzień Matki”.
